Zimowe wejscie - Mt. Blanc

Temat na forum 'Inne, Niemotocyklowe' rozpoczęty przez kato77, Grudzień 29, 2019.

  1. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Znalazlem kilka postow z 2010, 11 oraz 13 o forumowiczach, ktorzy bawia sie troche w zimie, dlatego zamieszczam ogloszenie.

    Czy bylby ktos chetny na probe wejscia zimowego?
    Plan mialem na Swieta ale z powodu opadow w tym rejonie 23rd-24th-25th (niekiedy po 67 cm) moje okno urlopowe sie konczy a temat na tyle powazny, ze na szybko sie nie da.
    Termin przesuwam na Jan (moze Feb), oscyluje tydzien (moze 8 dni).
    W przypadku jednej osoby - nie potrzeba namiotu (ja mam), jesli ktos jeszcze - co byloby fajne, potrzebny kolejny namiot.

    Bardzo prosze o kontakt (lub namiar na osobe, ktora wie na co sie pisze ...)
    Bardzo dziekuje.
     
    Marcin79 i CezaaR lubią to.
  2. piotrekzzr

    piotrekzzr Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Maj 23, 2014
    Posty:
    793
    Browary:
    467
    Miasto:
    Folkestone
    Motocykl:
    AFRA i Gixer- 1000 kazdy
    Ty tak na serio? A niskie temperatury? Choroba wysokosciowa? Wytrzymalosc fizyczna ? Wczoraj ogladalem Everest 2015 i ciut przerazony jestem...
    Na Mont blanc ginie sporo ludzi- troche poczytalem.
     
  3. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Piotrus, zaskoczyles mnie bracie.
    A Ty sie wspinaniem interesujesz?.


    Ja juz 3 razy bylem na tym szczycie (wprowadzalem klientow komercyjnych a raz bylem solo). Zaryzykuje stwierdzenie, ze troche juz znam ta gore ... chociaz masz calkowita racje.
    Mt. Blanc jest dosyc "tricky" (wbrew pozorom) stad tez sporo wypadkow . Duzo ludzi bagatelizuje droge Francuska, to sie zgadza.
    O chorobe sie nie boje, bywalem duzo wyzej wiec moj organizm juz zna "zasady dzialania". Duzo wiekszy problem to temperatura + czas przejsc z punktu A do B (w sniegu po pas wzrosnie pewnie - dwukrotnie). W styczniu / lutym dzien niestety duzo krotszy i pogoda DUZO mniej stabilna wiec jakokolwiek niezapowiedziany "kibel" to nie lada wyzwanie.

    Wejscie / wejscia zimowe to tak troche jakbys wchodzil na inna gora (duzo nizsze temp, zalodzenie, lawiny, niewidoczne szczeliny) etc ... nie chce sie produkowac.
    Bardzo mi zalezy na kims kto ma juz jakies umiejetnosci (sprzet) ale tez silna psyche.

    Pozdr
    Dzieki za zainteresowanie
     
    CezaaR lubi to.
  4. piotrekzzr

    piotrekzzr Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Maj 23, 2014
    Posty:
    793
    Browary:
    467
    Miasto:
    Folkestone
    Motocykl:
    AFRA i Gixer- 1000 kazdy
    Moze nie interesuje sie ale intryguja mnie gory i chetnie wejde ale latem. Z kondycja kiepsko ale wiem ze wejde. Ile tam temp w lipcu srednio na szczycie?
     
  5. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Sezon letni tez jest troche dziwny bo ludzie juz niby od czerwca startuja (wiekszosc tak do konca sierpnia). Czasem polowy wrzesnia ale juz jest duzo bardziej wietrznie. Z drugiej zas strony "teoretycznie" ten koniec sierpnia i wrzesien maja nieco bardziej stabilna pogoda. Roznie "we wiosce" ludzie mowia.

    Temperatury:
    Well, ... i tu Cie zaskocze, ja za drugim razem (w lecie) mialem -17 w namiocie podczas gotowania (a poza namiotem jakies -24). Nie moglem wydlubac czekanow ze sniegu bo przymarzly a odciagi namiotu trzeba bylo ucinac. Wiec w zimie to ja moge miec z duzym palcem w d .... za 30 (albo lepiej) na minusie. Slyszalem duzo gorsze opisy.

    Ale wiesz co?
    Biore poprawke na opowiesci innych, w 21 wieku co drugi to przeciez Kukuczka wiec - nie sprawdzisz sam, ... to sie nie dowiesz.
     
    CezaaR lubi to.
  6. Marcin79

    Marcin79 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Marzec 10, 2018
    Posty:
    316
    Browary:
    183
    Miasto:
    Essex
    Motocykl:
    Z1000
    Siemasz kato77,
    Gdy szedłeś pierwszy raz to czy brałeś przewodnika? Piszesz ze wprowadziłeś tam ludzi wiec masz może namiar na kogos licencjowanego i wartego polecenia?
     
  7. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Hej Marcin

    Dlugi temat bracie.

    Tyle roznych opinii – ilu jest alpinistow. Mamy dzisiaj – kluby, stowarzyszenia, slynne wyprawy “partnerskie” i inne dziwne twory na rynku. Jak pewnie slyszales “w przeszlosci” bylo w Polsce sporo organizatorow wypraw tzw. “partnerskich” polegajacych na:

    My zalatwimy cala logistyke, wprowadzimy Cie na szczyt a Ty zaplacisz kase.

    Szeroko pojeta “logistyka” zalezy oczywiscie od:

    A. Charakteru wyprawy (trekkingowa, wspinaczkowa, exploracyjna),

    B. Kraju (kontynentu),

    C. Okresu trwania wyprawy,

    D. Lokalnych zasad Parkow Narodowych np. w Argentynie (Aconcagua) a takze monopoli przewodnickich (jak np na Denali – Alaska). Wtedy organizator nie moze dzialac “po swojemu” ale musi respektowac lokalne zasady.

    Czasami ta logistyka pokrywa mniej (czasem wiecej). Moze pokrywac na przyklad: szturmowe zarcie, ubezpieczenie alpinistyczne, miejsce w namiocie, opieka osoby prowadzacej, szybkie szkolenie jak uzywac rakow i czekana ... i chyba tyle. Transport / dojazd (mowie tu o Alpach) raczej nie jest zapewniany. Pamietaj, ze caly czas opisuje tu okres od konca czerwca do polowy September (sezon letni na Mt. Blanc).

    Wiem jednak, ze kluby / stowarzyszenia korzystaja z uslug przewoznika i jesli jest kilkuosobowa ekipa to lecisz busem z PL (kazdy uczestnik placi kierowcy) o ile mnie pamiec nie myli. Po tygodniu zdobywania gory schodzisz na dol i bus czeka ponownie aby zabrac do Polski.

    Odpowiadam na Twoje pytanie – NIGDY nie bralem gorskiego przewodnika (w zadnych gorach swiata). Wspinam sie od 1 klasy Ogolniaka wiec mysle, ze zdobyte informacje (i doswiadczenia) pozwalaja inaczej oceniac gory (i ryzyko). Nie pomyl tego z pewnoscia siebie. To dwie rozne rzeczy.

    Przebywanie w srodowisku wspinaczkowym, spotkania, festiwale gorskie, znajomi ... to zajebiste zrodlo informacji i rowniez oceny (zweryfikowania) swojego wspinaczkowego CV i potencjalnych planow na najblizsze wyprawy. Tam gdzie chcesz jechac – na pewno ktos juz byl i podpowie Ci co i jak.

    Na samego Blanca jest kilka bardzo znanych drog wejsciowych (i duzo drog typowo wspinaczkowych). Droga Francuska, ktora ja planuje wchodzic (przez wielki kuluar) to jedna z najpopularniejszych - bo daje chyba najlepsze – progresywne zwiekszanie wysokosci a to pomaga w procesie aklimatyzacji.

    Ja chce zrobic wejscie zimowe, wiec spodziewam sie extremalnch temperatur, kupa sniegu (albo lodu bo snieg wywiany), pozamykane schroniska na 3300 m oraz na 3860 m npm. Schron na 4350 m powinien byc otwarty. Na Blancu w zimie nikogo nie ma, szlaki sa nieprzetarte a kopny snieg spowalnia kazdy etap do przejscia, wiec Twoj dzien robi sie duzo krotszy. Mam nadzieje, ze tak jak na Matterhornie w zimie, w kazdym schronisku jedno z okien bedzie otwarte dla wspinaczy zimowych zeby sie wjebac do srodka (zamiast kopac jame i rozbijac namiot).

    Marcin,

    Jesli chodzi o rekomendacje “z kim jechac” to takiej Ci nie dam bo to bardzo trudne.

    W Polsce jest kilka znanych klubow i stowarzyszen wyprawowych i wymienie Ci kilka:

    Polski Klub Alpejski (prezesuje Bogus Magrel)

    Annapurna Klub (prezesuje Robert Rozmus)

    Agencja Gorska Patagonia (nasz wspanialy Himalaista Rysiek Pawlowski)

    Rysiek co prawda nie chodzi po takich bzdetach jak Mt. Blanc wiec mozesz z nim uderzyc w Andy czy Himalaje (Pamir, Hindukusz, Karakorum – nie jestem pewien)

    Pozostali, ktorych wymienilem organizuja praktycznie kazda gore, ktora cieszy sie popularnoscia wsrod alpinistow (Blanca – na pewno). Powiem wiecej – mysle, ze organizuja rowniez letniego Blanca w tzw. PAKIECIE (albo z masywem Monte Rosa czyli wejscie na Duforspitze, najwyzszy w masywie albo z Gran Paradiso.
    To oczywiscie wydluza okres wycieczki ale daje Ci dwie wyprawy w jednej, oczywiscie nieco drozej.

    Ja dzialalem nie tylko w Alpach ale tez Kaukazie, Pamirze, Andach (nie chce opowiadac z kim w Polsce wspolpracowalem). Moja ocena nic Ci nic nie da.

    PAMIETAJ:
    Kazda agencja, kazdy klub - organizuje wyjazdy po swojemu. Kazdy kladzie nacisk na wazne (nie tylko merytoryczne) aspekty wyprawy – rowniez po swojemu. Uczestnik albo jest super zadowolony albo nie.
    Taka ocena nalezy juz do Ciebie brachu.

    Osobiscie (jesli naprawde chcesz takiej podpowiedzi), jak zdecydujesz zaczac swoja przygode z wysokimi gorami od Blanca – poszukaj kumpla, ktory byl, wie, podpowie, nauczy, pokaze .... natomiast KASE zostaw sobie na sprzet i ciuchy.

    Mam nadzieje, ze pomoglem.

    SUKCESOW PANIE CI ZYCZE.

    Aha, bym zapomnial .... zeby byc licencjonowanym (takim prawdziwym) gorskim / Alpejskim GUIDE DE MONTAGNE, zrzeszonym (mowie tu - IVBV, IFMGA, czy UIAGM ) trzeba sie szkolic cale zycie i wydac tyle co nowoczesne mieszkanie. Nie wiem ilu takich jest w Polsce (jeden, moze dwoch). Moze ktos z Topr-owcow z Zakopanego (bo Pan Konopka tez wyjazdy Alpejskie kiedys robil)
    Nie mam pojecia Marcin, nie interesuja mnie Ci panowie.
    Nie doradze w tym temacie.
     
    Marcin79, okupant i CezaaR lubiąto.
  8. yeuop

    yeuop Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Marzec 12, 2017
    Posty:
    293
    Browary:
    295
    Miasto:
    Bristol
    Motocykl:
    fioletowy pożeracz przestrzeni
    Hmmmmm.....
    Jak bylem mlody i glupi, wspinalem sie na Elbrusa. Bylem sam, doswiadczenia zadnego. Nie bede sie rozpisywal, w przeciagu kilku chwil dwa razy mnie niemal zabilo, a wcale nie bylem na szczycie.
    Pierwszy raz w zyciu naprawde poczulem, ze to koniec.
    Odpuscilem.
     
  9. Marcin79

    Marcin79 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Marzec 10, 2018
    Posty:
    316
    Browary:
    183
    Miasto:
    Essex
    Motocykl:
    Z1000
    Czesc kolego i fajnie ze odpisałeś.
    Ja sam tez nie jestem osoba całkowicie przypadkowa ktora poprostu z ciekawości pyta, ale nie będę opisywać tutaj mojego życiorysu bo nie oto tutaj chodzi.
    Tez znam kilka osób z towarzystwa, takich mniej i bardziej wtajemniczonych w temat. Aczkolwiek sam na Blanc nie byłem, nie jestem tez ignorantem który wypuści się w Alpy wysokie bez odpowiedniego przygotowania, oczywiście sprzętu i dobrej znajomosci topografii góry. Przez to trzecie pojawia się pomysł przewodnika, ale nie kogoś kto będzie mi pokazywał jak zawiązać ósemkę czy założyć uprząż.

    Jesli chodzi o znajomych to akurat nie mam nikogo kto by planował wyjście akurat na blanc w nadchodzącym roku, niestety a jak sam już pisałeś ze znasz temat to wiesz ze nie jest to wyprawa typu „cześć Jacuś co robisz w sobote? Może Blanc?” Trzeba się przygotować do tego bo zjada to trochę czasu no i jak by nie było pieniążków.

    Jak będziesz się wybierał latem to daj znac troszke wcześnie, ktoś tam już powyżej tez pisał wiec kto wie może zebrał by się fajna paczka.
    A poki co to życzę powodzenia w wyprawie i dobrej pogody, oczywiście jak już pójdziesz i wrócisz to pochwał się jakimiś fotkami a może filmik zmontujesz, z przyjemnością zobaczę.
    Pozdrawiam.
     
    CezaaR lubi to.
  10. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Marcin, bez glebszego wnikania w Twoje doswiadczenie (bo sie nie znamy) ...
    Rozumiem, ze masz kompletny sprzet (na letnie wejscie) oraz miales juz do czynienia z aklimatyzacja (wysokoscia powyzej 4000 m)?

    Pozdr
     
  11. Marcin79

    Marcin79 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Marzec 10, 2018
    Posty:
    316
    Browary:
    183
    Miasto:
    Essex
    Motocykl:
    Z1000
    Cześć.

    No wiesz czy się nie znamy to tak naprawdę nie wiadomo, świat jest mały, równie dobrze możemy mieć wspólnych znajomych, to tez często się zdaza.
    Sprzęt mam tzn czekan, raki, buty, linę, uprząż, karabinki, kubek, kaski chyba z 3, kurtkę spodnie plecak, i takie tam, jak czegoś nie mam to dokupię to raczej nie jest problem w tych czasach. A mam jeszcze cały zestaw do abseilingu tzn to wszystko czego używa się do turystyki jaskiniowej.


    Przyznaje się ze najwyżej wydrapałem się na Troszke ponad 3,500, ale gdzieś trzeba zacząć;)
     
  12. LoganOx

    LoganOx Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Październik 10, 2009
    Posty:
    674
    Browary:
    97
    Miasto:
    Swindon
    Motocykl:
    Aprilia Caponord ETV 1000
    Gdyby nie sytuacja rodzinna i brak kondycji to bym sie pisał (zima tam mnie jeszcze nie było). Po ostatnim pobycie na Mt. Blancku mam urazę do Francuzów i komercjalizacji francuskiej części Alp.
    Moze latem znowu spróbuję, ale od strony włoskiej. Włochów jakoś tak bardziej lubię.
    Jakbyś wybierał się latem w Alpy, to daj znać ok 6 tyg. wczesniej ( ok 6 tyg. trwa przygotowanie kondycyjne od zera).
    Kocham Alpy (szwajcarskie sa the best).
     
  13. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Marcin

    Sorry za zwloke w odpisywaniu.

    No to Panie wyglada na to, ze jedynie klika dodatkowych gadzetow bedziesz musial dokupic (jesli oczywiscie dobry spiwor, czy namiot mozna nazwac gadzetami) ale to nie jest temat na dzisiaj. Masz jeszcze troche czasu.

    Chce jednak zwrocic Twoja uwage na to, ze dawniej (chyba do konca 2018) na Blanca mozna bylo wchodzic od strony Francuskiej, biwakowac gdzie chcesz, bez obaw o jakies sankcje prawne (mowie o tych, ktorzy woleli namiot niz drogie Alpejskie schrony / schroniska). Na tej drodze sa dwa: jedno okolo 3300 m oraz 3850 m. Ludzie zwykle rozbijali majdan gdzies blisko budynku, na sniegu i tam tam biwakowali. Niestety po wielu latach pozwalania ludziom wspinac sie ( i wielokrotnie zabijac przez glupote) - MEHR miejscowosci St. Gervais (z ktorej torowa kolejka dojezdza na 2400 m) w okolice czola lodowca – postanowil wprowadzic PERMISSION na wspinanie od tej strony.

    Do tej pory na Mont Blanc mógł sie wspinac każdy, kto miał na to ochotę. Jednak lokalne władze w Saint-Gervais podjęły decyzję o wprowadzeniu ograniczeń. Powodem byly notoryczne wypadki i smierc ludzi, prowadzonych na szczyt przez NIELEGALNYCH przewodnikow. W 2017 Polka zginela na 2700 m (a tam trudnosci jeszcze nie ma).

    Z drugiej zas strony zapamietaj jedno, to TY oceniasz wiarygodnosc ludzi, to TY decydujesz z kim isc. Jesli chcesz pojsc za 3.5 klocka PLN zamiast 1650 EUR .... to tez bedzie Twoja decyzja.

    Od przyszłego lata (czyli sezon letni 2019), aby wejść na szczyt od francuskiej strony konieczne będzie uzyskanie stosownego pozwolenia. Dziennie taki dokument ma otrzymać nie więcej niż 214 chętnych, co pozwoli w szczycie sezonu ograniczyć tłok na trasach o połowę. Pozwolenie ma być darmowe, jednak warunkiem jego uzyskania ma być wynajęcie licencjonowanego przewodnika i rezerwacja noclegu w jednym ze schronisk w drodze na szczyt.

    Nasuwa sie tu oczywiste pytanie, jedno schronisko to koszt 60-80 EUR, drugie 80 EUR, przewodnik okolo 1650 EUR, dojazd, camping na dole, to przeciez kurwa calkiem ZA DARMO, nie ?

    Nie chce komentowac ani wklejac Ci z internetu opinii ludzi ze srodowiska wspinaczkowego ale podobno kary za niestosowanie sie do nakazu dochodza do kilkuset tysiecy EUR.
    Na You Tube sa filmiki jak na 3300 m pod schroniskiem Tette Rousse (na lodowcu) GANDARMERIE –a w pedalskich kubraczkach podchodzi do wspinaczy i zawracaja ich z drogi Francuskiej jesli nie maja rezerwacji.
    Wiem, ze takie rezerwacje ciezko zdobyc bo te dwa oblegane schroniska sa zawsze FULLY BOOKED. Natomiast jak sie juz tam pojawisz – to sa w polowie puste (maja rozmach skurwysyny)

    Marcin – jak widzisz doczekalismy czasow, gdzie za oddychanie "po francusku" tez trzeba bedzie kiedys zaplacic.

    Gdybym wyrazil swoja szczera opinie na powyzszy temat to Czarek by mnie z forum wywalil, wiec tyle na dzisiaj. Powiem tylko jedno (bo jest to oczywiste dla kazdego wspinacza):

    Legalnie czy nielegalnie, z przewodnikiem czy bez, z doswiadczeniem czy nie, super sprzetem czy bez sprzetu – ludzie beda sie wspinac i zaden Francuz tego nie upilnuje. Ten kto wydal taki nakaz – doskonale w chwili obecnej zdaje sobie sprawe, ze teraz bedzie zabijac sie jeszcze wiecej ludzi.

    Wiesz dlaczego?

    Bo teraz ludzie nawet ze srednim doswiadczeniem gorskim beda za wszelka cene przekraczali swoje granice mozliwosci i jak najszybciej (z chujowa aklimatyzacja) beda w pospiechu walic na szczyt i natychmiast schodzic (zeby nic nie placic za “niemozliwe do zdobycia” schroniska).

    Polowa tych ludzi tam nie dojdzie. Kolejne 20% zaslabnie na grani szczytowej (az przyleci SMIGLO). Pozostale 30% kozakow – po zdobyciu szczytu bedzie tak wycienczona , ze juz na zejsciu w wielkim kuluarze beda sie potykac o wlasne nogi i poleca gdzies na grani.

    Zakaz taki moze wydac czlowiek, co ma ZEROWE pojecie o alpinizmie (bo nikt inny o zdrowych zmyslach). Dlaczego tylko na drodze Francuskiej? (odpowiedz sobie sam)


    A tak dla smiechu to Ci powiem, ze osobiscie na dojsciu pod Refuge du Goteur (3860 m) ze dwa razy sie szarpalem z takim Francuskim narcyzem, ktory dumny ciagnie dwoch klientow jak psy na sznurku i wydaje mu sie, ze Mt.Blanc nalezy do niego. ZYCIE PANIE.

    W zwiazku z tym co napisalem Marcin.... dalej chcesz isc na Mt.Blanc?

    Pozdrawiam i pozytywnej energii zycze na dzisiejszy wieczor.

    Zima na Blanca ida tylko Kamikadze (Francuzi o tym wiedza) dlatego wspinacze sa pozostawieni bez opieki, miejmy nadzieje, ze zostawia uchylone okna .... bo wroce bez palcow. Jesli ....
    Moze sie jednak skusisz?
     
    CezaaR lubi to.
  14. Marcin79

    Marcin79 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Marzec 10, 2018
    Posty:
    316
    Browary:
    183
    Miasto:
    Essex
    Motocykl:
    Z1000
    Czolem kato.

    Spoko nie ma problemu nie zawsze jest czas siedzieć na forum i odpisywać.

    O śpiworach zapomniałem napisać bo akurat je mam i dobre samopompujace się maty termaresta namiot nieduży można kupić bo ten co mam to na gory się słabo nadaje ale to nie jest problem.

    O tych ograniczeniach już gdzieś czytałem ale nie myślałem ze są aż tak mocno egzekwowane, a to męndy no. Myśle ze tak czy tak to w miesiącach letnich wybiorę się się na gran paradiso i tam zobaczę albo spróbujemy innego szlaku na blanc albo odpuszczę i za rok pomyśle o Elbrusie lub Kazbek. Tylko tutaj to odległość, daleko tam Alpy mamy pod nosem.

    Mam mała nadzieje ze może uda mi się zmobilizować któregoś ze znajomych, mam kilku z speleo klubie w Sosnowcu albo kumpla w Ladynie który był już na Blanc i oni właśnie chyba od włoskiej strony weszli.
    Poki co w połowie lutego ciśnie do pl wiec poruszę tam trochę temat i pochodzę po Tatrach trochę, trzeba triche nogi rozprostowac.
    Na ta zimę ja się nie pisze, nie zdążę się ogarnąć ze wszystkim na czas i najpierw chce spróbować w trochę lepszych warunkach pogodowych.

    Pozdrawiam.
     
  15. kato77

    kato77 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Czerwiec 21, 2011
    Posty:
    652
    Browary:
    591
    Miasto:
    Hertfordshire
    Motocykl:
    Honda CBR XX 1100 Super-Blackbird
    Hej Marcin

    Jak masz znajomych (Speleo) lub ktos z sekcji nawierzchniowej to jesli w miare szybko posiejszesz plotke o wyjezdzie to pewnie ktos sie znajdzie na trip Alpejski. Jesli odpuscisz Blanc-a (z powodu logistyki) i nadal zalezy Ci jedynie na wysokosci (a mniej na popularnosci gory) to uderzaj na Dufor .... (najwyzszy w masywie Monte Rosa). Tez jest dosc wysoko. Gran Paradiso w dolinie Aosty nie przedstawia zadnych trudnosci i jest dobre na szybki strzal - na zlapanie aklimatyzacji (auto zostawiasz w wiosce Pont o ile mnie pamiec nie myli a wchodzac na gore zatrzymujesz sie w schronisku Vittorio Emanuelle.

    ELBRUS - uuu Panie, nie jest techniczny ale dosc wysoka i bardzo zdradliwa gora w czasie niepogody (calkiem inna bajka niz Blanc, prawie kilometr wyzszy). Ze skal Pastuchowa (to byl nasz C1) lecialem w nocy na dol lodowcem do "Boczek" (doczytasz) - prosic Ruskich o pomoc aby ratrakiem podjechali pod namioty. Mielismy kolesia co na nogach ustac nie moze i sam nie zejdzie. Pierwszy raz sie spotkalem, zeby tak kogos sieklo w dwa dni. Fart zajebisty bo Ruscy pomogli. W nocy lodowiec jest niezle zmrozony, wiec sie zgodzili, inaczej ratrak nie podjedzie pod takim katem. Koles bezpiecznie zjechal a my dalej do gory.
    Na Elbrusie jak jest "white out" i mleko - Elbrus jest jak pulapka. Ludzie nie potrafia odnalezc kilkunastu metrow od tyczki do tyczki a moga byc 200 m od szczytu. Zdarzaly sie przypadki, ze alpinisci wchodzili na ten wierzcholek obok (ten po prawej) - myslac, ze stoja na szczycie Elbrusa. Kompas u Ruskich to podstawa (nie wazne na jakie gory wchodzisz). Elbrus to dluga wycieczka i trudniejsza logistyka (zalezy jak jedziesz, lub lecisz ...). Ja mialem ta przyjemnosc, ze jechalem niecale 2 dni pociagiem do Moskwy (ile tam butelek peklo) i mialem 2-3 dni na zwiedzanie, potem samolot na Kaukaz. Fajna wycieczka Panie ale skocz na jakies dwie gory w Alpy zanim tam pojedziesz (oczywiscie latem).

    Aha, informuj mnie jak mozesz tutaj .... jak sie przedstawiaja Wasze nocne Polakow rozmowy z kumplami w PL, moze sie urodzi jakis fajny pomysl.

    Pozdrawiam Marcin
    Podaj mi jakis telefon na Priv
    --- Post updated ---
    KROTKA FOTO RELACJA ZWIAZANA Z MOIM OGLOSZENIEM POWYZEJ

    Ku mojemu zaskoczeniu znajduje sie w internecie drugi "idiota-nawiedzony" na zimowe wejscie, dopinamy kilka podstawowych aspektow logistyki, weryfikujemy tygodniami sprzet oraz oczekiwania. Nasz zabukowany wczesniej tydzien holideja jest nie do negocjacji i oboje musimy wrocic na czas do UK (nawet jesli bez palcow ...)

    Spotkanie u mnie, wieczorem w piatek (po pracy). Atakujemy Folkestone Tunnel (240 GBP w obie strony, jakis dramat ...zabukowany z wyprzedzeniem). Juz po 500 km parkujemy gdzies na trasie we Francji bo widzimy "biale niedzwiedzie". Dnia nastepnego przelatujemy przez Chamonix i w miasteczku Les Houches pojawiamy sie dopiero w porze obiadowej, okolo 13-tej (pakowanie workow zajmuje nam lekko godzine). Troche na wariata (bo ciemno robi sie okolo 16-tej) wyruszamy jednak w gory, liczac na dojscie jak najwyzej. Docieramy na jakies 2000 m n.p.m.

    Reszta naszego planowania natychmiast "idzie sie jeba..." a my zamiast czasow przejsc i odleglosci Alpejskich osiagamy Himalajskie. Wory wbijaja nas w snieg a "wkurw" zwiazany z utrata cennego czasu siega zenitu. Bijemy namiot i czekamy wiecznosc aby z 5 ton jebanego sniegu otrzymac niecala menazke wody ... najpierw herbata, potem zarcie (uplywaja godziny, dlugie godziny ....).
    Temperatura okolo -14 (jakos chlodno a to dopiero poczatek). Tej nocy juz spogladamy na siebie i zadajemy sobie magiczne pytanie - ile kartuszy gazu potrzeba aby uzyskac minimum 6 litrow wody dziennie na osobe + posilki (vana czy TIR-a ?)

    Zamiast 5-6 litrow na twarz pijemy moze 2 / 2.5. Wykonczeni torowaniem w sniegu, kompletnie odwodnieni, z obrazeniami kregoslupa i ramion, maxymalnie spada nasz optymizm. Mamy w glowie nasze okno pogodowe potwierdzone przez 3 platformy meteo, ktore niestety zbliza sie teraz szybciej niz zmarszczki po 60-tce. Pijemy ile wlezie tej nocy, jemy po 2 liofile na glowe i pakujemy do spiworow. Jedyne co zajebiste tego dnia to zachod slonca.

    Drugiego dnia nasze szczochy zaczynaja sie robic tak intensywnie zolte, ze moglyby wypalic metal - jak w Obcym Nostromo. To zajebiscie zly znak dla nas oboje (znam to z autopsji). Niestety trzeba napierac, nikt przeciez nie obiecywal, ze bedzie cieply bigos, kurwy i grzaniec z gozdzikami ....

    IMG_0600.JPG
    IMG_0604.JPG

    IMG_0612.JPG
    IMG_0618.JPG

    IMG_0620.JPG

    Zdruzgotani sytuacja podejsciowo - wspinaczkowa drugiego dnia juz wiemy, ze nie ma mowy o szybkim podejsciu z kijami, nie ma rowniez mowy o asekuracji lotnej (czyt. asekuracji na psyche) i musimy wspinac sie na sztywno (od stanowisa do stanowiska). Spowalniamy nasze bardzo powolne tempo jeszcze bardziej a marzenia o wtorkowym oknie pogodowym ulatniaja sie jak smrod z gaci kloszarda. Nie za bardzo wiemy jaka podjac strategie ....

    Z obserwacji sniegu (i jego ilosci) wiemy, ze tunel jest zasypany a my musimy za wszelka cene sie tam wjebac z plecakami (mowa o tunelu, ktorym Tramway du Mt. Blanc jedzie z wioski St. Gervais na 2400 m do Nid' Aigle) - naszego punku docelowego tego dnia.

    Prowadzimy 4, moze 5 bardzo czujnych wyciagow liny "na sztywno", ubezpieczajac sie ze slupow elektrycznych nieczynnej kolejki. Kopny snieg o strukturze cukru pudru, przepascista lufa po prawej i pylowki co sypia sie do kaptura co 3 minuty nie napawaja optymizmem, wiec uwazamy na kazdy krok.

    Zaznaczony zolty krzyzyk to zasypany wjazd do tunelu.

    G0090990 - Copy.JPG
    GOPR1009 - Copy.JPG

    Po wielu zmarnowanych godzinach, docieramy do nasypu, zagladamy do srodka, wyciagam szybko lopate i zaczynam kopac tak aby sie przecisnac - a potem przepchac nieco grubsze dwa plecaki. Uplywaja kolejne godziny, wychodzimy z drugiej strony tunelu (tak wlasciwie w jego polowie ...) i prowadzimy kolejne dwa wyciagi zeby dostac sie na plaskie plateau sniezne obok stacji Nid' Aigle - 2400 m. Mimo strat czasowych uniknelismy trawersowania tunelu zboczem (na zdjeciu ten odcinek bez kresek), ktorego w zimie unika niemal kazdy alpinista, co ma mozg ...

    G0171002.JPG

    GOPR1022.JPG

    Stad czeka nas dlugie podejscie do schronu Forestiere (opuszczony maly domek o zabitych oknach i drzwiach). My jednak nie bedziemy mogli tego potwierdzic bo po tunelu i torowaniu w sniegu po pas ledwo stoimy na nogach i decydujemy odpuscic ostatnie 200 m do Forestier-a. Znajduje grupe wysokich, pionowych skal na zboczu (grani) po lewej i sporej wielkosci "nyze" wywiana w sniegu, ktora doslownie opiera sie o skaly.
    Ponownie idzie w ruch lopata, kopiemy zaciekle ze 30 min, powiekszamy platforme i stawiamy w niej namiot. Marzymy o herbacie, litrach herbaty (jedzenie mamy chyba juz w dupie .....). Oby wiecej picia ....
    Topimy snieg non-stop do 23.30, pijemy, zajadamy, siedzimy w spiworach .... a namiot sie telepie i lomocze jakby mialo nas porwac razem z nim

    (Marcin79 .... mam nadzieje, ze filmik oddaje nastroj)
    Mam ich sporo ale nie mam kanalu na YT a nie potrafie wrzucac ich na forum.

    IMG_0643.JPG
    IMG_0640.JPG

    Taki widok mamy z namiotu gdy zasypiamy - Grand Colouir i gran Gouter

    IMG_0647.JPG

    Dnia kolejnego, po nocy na przestrzeni 2 m kwadratowych i zapadajacym sie sniegu wychodzimy w gore, mijamy schron Forestier, do ktorego nie doszlismy wczoraj i kierujemy sie "letnim" szlakiem od schronu - na gran z zamiarem dojscia na 3200 m do schroniska Tete Rousse (w zimie jedynie dwa male pomieszczenia - funkcjonuje jako schron zimowy).

    Juz na grani zrywa sie bardzo silny wiatr a wywiany snieg, ktory lekko tylko przykryl kamienie, ukrywa glebokie dziury. Wykreca nam nogi z rakami w kilku miejscach i robi z naszej wspinaczki katorge. Pomagamy sobie przy wstawaniu co kilka minut. Liny stalowe jako ubezpieczenie grani, na ktore liczylismy wczesniej - a w ktore mielismy sie wpinac sa zasypane czesciowo sniegiem, stad asekuracja jest niemozliwa (a juz na pewno przepinki z jednej w druga). Idziemy na zywca liczac na to, ze sie nikt nie potknie.

    A czas ucieka ....

    Po niecalej godzinie wycofujemy sie z 50 m nizej i decydujemy przetrawersowac 3 mniejsze granie (po prawej stronie od letniego szlaku) i wbic sie do wielkiego snieznego zlebu, ktory wyprowadza bezposrednio na lodowiec - pod schronem Tete Rousse (wisza nad nim jakies przyrzady meteo na linach stalowych i jest to nasz punkt rozpoznawczy w chwili obecnej).
    Kolejny raz - czujnie (z pelnymi gaciami), na zywca kierujemy sie w strone zlebu, przeskakujac przez mniejsze i wieksze zlebiki i granie.

    Sam sniezny zleb jest dosc stromy. Wiem, ze powinnismy od razu wyjac po dwie "dziabki" i przec do gory ale to za duzo czasu na wypinanie zlomu z plecaka i walimy pod gore prawie na "czworaka" i przednich zebach rakow. U wylotu zlebu teren sie wyplaszcza, zleb wyprowadza na lodowiec a tam szaleje 5 razy mocniejszy "monsun" niz na podejsciu wczesniej.

    Soft-shelowe rekawice, ktore juz dawno powinnismy zastapic na lapawice GORE (lub nawet lapawice puchowe) mamy juz mokre. Rece robia sie zgrabiale i tak czerwone jakby byly poparzone. Uderzenia brylkami lodu i wiaterem 80 km/h w ryj bola tak mocno, ze odwracamy sie od wiatru i czekamy az lekko ucichnie bo nie da sie isc (doslownie). Wielokrotnie klekamy na sniegu, chowamy glowe jak najnizej, bo bol na twarzy jest trudny do zniesienia.

    Przed wyjsciem na ta czesc wyplaszczenia - jeszcze w zlebie zdecydowalem, ze zaloze kurtke GORE i gogle. Czulem, jakby ktos mi przecinal zyletkami policzki (bez kitu). Zmienilem tez cienkie rekawiczki na techniczne do wspinania w lodzie (duzo cieplejsze). Natychmiast lekko sie podbudowalem. Wtedy widzielismy "Tetrusa" jakies 300 m w prawo w oddali - w lekkiej zadymce.

    Niemal kazdy podmuch wiatru przewraca nas z worami na snieg. Bartek (moj imiennik zreszta) twierdzi, ze jest ok i sie nie ubiera bo to juz blisko, wiec tak pojdzie. Mysle sobie - wspomnisz Ty chlopie moje slowa. Tracimy widocznosc do kilkunastu metrow, caly czas musimy torowac w kopnym sniegu a czerwone kilku-metrowe trasery (tyczki kierunku) wbite dla rozpoznania drogi wystaja ze sniegu moze na jakies 50-60 cm. Tu jest wszystko cos nie tak (jak powiedzial Czarek Pazura w Nikosiu), to jakas pomylka ....

    Nadchodzi komplete "white-out", nie widac dalej niz 20-30 m. Robi sie na tyle powaznie, ze stoimy po uda w sniegu bo nie potrafimy isc. Oboje wiedzielismy o potencjalnej zlej pogodzie popoludniem, niestety tak dlugo zajelo nam wejscie na 3200 m, ze teraz zlapalo nas przed dojsciem na nocleg.

    Bartek panikuje, rece zaczynaja piec jak poparzone, rzuca plecak na snieg i mimo, ze nie slysze co do mnie wrzeszczy - wiem dokladnie co robi. Jestesmy po srodku wielkiego snieznego plateau (na lodowcu). Do budynku schronu jest moze 200 m ... (ale my tego nie wiemy), istna tragedia. Klekam kolo niego i trzymam za punkt centralny jego uprzezy a on odpina gorna klape plecaka. Zakrywa oczy bo tak bola i lzawia. Juz od okolo 1.5 godziny idzie w mokrych rekawiczkach, zalodzonym Buff-ie, czapce i Windstopperze (przy huraganowym wietrze).

    Widze, ze wyjmuje jeden maly pakunek z plecaka, wyciaga z niego lapawice puchowe. W tym samym worku sa jeszcze schowane drugie - Goretexowe. Nagly podmuch wyrywa mu wszystko z rak, widze jak gruba lapawica puchowa + czarny pakunek odfruwaja w sekunde i leca w kierunku Chamonix. Zostaje mu w dloni jedna lapawica puchowa. Wydzieram sie, zeby na lewa dlon zakladal cokolwiek (nawet brudna skerpete i spierd .... y do nastepnej tyczki, inaczej beda powazne klopoty). Nie umiemy wstac, szarpie go za uprzaz, on trzyma mnie, robimy 10 krokow, wywrotka, 15 krokow, wpadamy po uda w zaspe. Kurwa to sie nie dzieje naprawde.
    Przyspieszam, mimo, ze ledwo lapie oddech, na barach ze 27 kg gratow, w oddali widze zarys jakiegos budynku (jak shed w ogrodzie) wiec glowny budynek musi byc nie dalej jak 50 m od niego. Przeciez bylem tu do chuja 3 razy w lecie (nic nie wyglada tak samo). Kontroluje jak daleko jest Bartek.

    W koncu docieram na metalowy podest przed wejsciem i modle sie zeby stalowe drzwi byly otwarte. Naciskam klamke, wpadam z wiatrem do przedsionka, widze nawiany na podloge snieg i skrzynke plastikowych kapci jakich turysci uzywaja w schroniskach. Obracam sie na Bartka, malo widze ale jakas postac wylania sie zza przelamania gorki. Wchodzi Bartek.

    Natychmiast wskakuje w sucha bielizne, kurtke puchowa, daje mu drugie rekawice, czapke. Szybka zmiana skarpet i zakladamy botki puchowe do spania. Mija 30-40 min i slysze magiczne: juz mi troche cieplej, jestem ok.

    Wszedzie na podlodze jest snieg, w schronie jest -9, z ust leci para jak na Boze Narodzenie na sankach .... ale my czujemy, ze jestesmy na Seszelach, co to kurwa jest -9 przy wietrze 80 km/h i odczuwalnym -30 / -40?
    Odpalamy dwa palniki, pelem cug. Wrzucam Primaloft-a, na to kurtke puchowa, polarowe dresy, dwie pary skarpet i ide odrabac jakies kawalki lodu bo topienie sniegu trwa wiecznosc i gowno z tego jest, lod to przeciez woda. Bedzie szybciej.

    DSCN0012.JPG

    Siedzimy i rozmawiamy tak kilka godzin, picie nie ma konca, na koniec zalewam sobie liofilowy deser na slodko "creamy vanilla custard" i po zrobieniu - wacham jak pies gowno (pachnie jak polski budyn od babci).

    DSCN0020.JPG DSCN0021.JPG IMG_0653.JPG

    Taki widok mamy ze schronu na 3200 m .... to byl nasz kolejny cel ( ..... wczoraj).

    GOPR1033 - Copy.JPG

    Nastepuje lampa.
    Jak w solarium.
    Nie wieje nawet najslabsza bryza.
    Cisza kompletna az uszy bola.

    Po nocy przemyslen - wyprawa sie konczy

    Bartek nie ma ani puchowych rekawic na atak szczytowy, ani nawet Goretexowych. Nawet gdyby wzial moje lapawice Gore (lub trzecie - 5 palczaste, do wspinu w lodzie) -nie jestem pewien czy to wystarczy.
    Po drugie musielibysmy dostac sie na 3860 do Goteur a na razie siedzimy na 3200 m w burzy. Jutro ma byc znowu niezla dupowa a okno pogodowe od czwartku. Jesli wiec zaatakujemy w czwartek (i nie odmrozimy rak i nog) to za ch...a nie zejdziemy na piatek z 4000 m na parking do auta.

    Ktos rachunki musi placic, czas wracac do pracy.
    Postanawiamy zejsc. Spieszymy sie jak tylko mozna.

    Lekko podlamani, w akcie desperacji postanawiamy zaplacic za tunel pod Mt.Blanc i przejechac do Wloch do doliny Aosty - jebnac z biegu Gran Paradiso.

    Cut the long story short - w nocy dojezdzamy do wioski Pont w dolinie Aosty (koniec drogi), rozkladamy fotele, nakrywamy gnaty spiworami i czekamy w letargu do rana. Odpalamy butany, pijemy herbe i wcinamy sniadanie. Planujemy szybka akcje z parkingu na jakies 2770 m do schronu zimowego Vittorio Emanuele a na drugi dzien akcja na szczyt. W drodze powrotnej zbieramy graty ze schronu i prosto do auta (aklimatyzacja z Blanca powinna w tym pomoc, mimo, ze nie jest pelna).

    DSCN0046.JPG DSCN0066.JPG


    Urabiamy doslownie 600 metrow od auta w tak kopnym sniegu, ze przeklinamy ludzi, zwierzeta, pogode i to co na Ziemi sie znajduje. Nie rozmawiamy nawet ze soba.
    Dookola zapierd.... ja lawiny a snieg w sloncu topi sie tak szybko, ze dramat. My krok po kroku wpadamy w jamy sniezne, wyklinajac co tylko sie da.

    DSCN0053.JPG DSCN0055.JPG

    DOSC ZIMY
    Wracamy do domu.
    Oprocz zdjec pozostaje ... wszechobecny ... wkurw.

    POZDRAWIAM ALL

     

    Attached Files:

    w0jtek, Jw_23, Darkbass and 9 others like this.
  16. Lowek83

    Lowek83 Beztroski Posiadacz

    Dołączył:
    Kwiecień 4, 2015
    Posty:
    826
    Browary:
    389
    Miasto:
    Hatfield
    Motocykl:
    FZ6 S2
    Dobre wariaty jesteście. Dobrze, że cali wróciliście.
     
    kato77 lubi to.

Poleć forum

  • O nas

    PolishBikers.com jest internetowym forum skupiającym Polskich Motocyklistów w Wielkiej Brytanii. Istniejemy od 2008 roku i dbamy o to aby nasza strona była przydatnym narzędziem dla motocyklistów do komunikacji, organizowania wyjazdów/zlotów, dzielenia się wiedza na temat zagadnień motocyklowych oraz miejscem do szukania cennych i zarazem przydatnych informacji.
  • Kontakt z Nami

  • Postaw nam browara!

    Administracja ciężko pracuje nad utrzymaniem strony w jak najlepszej formie. Jeżeli doceniasz to co tutaj robimy dla was,możesz postawić nam browara! Dziękujemy i bardzo doceniamy wszystkie dotacje!